Zaraz, moment, za chwilę zacznę, to znaczy jak mi speszenie tylko minie. Przepraszam, ale z podglądu strony z wiadomościami patrzy na mnie surowym wzrokiem minister Arłukowicz. Nowy polski Judym, taaa, ten sam właśnie. Przynajmniej media takim go niegdyś odmalowały, tyle że więcej retuszu tam było niż prawdy. Prawdy o politykowale, czyli konowale, który dla dobra ludzi został politykiem – uzdrowicielem władzy i jej relacji z obywatelami. No i uzdrowił, że lepiej nie trzeba!

        Tak na marginesie to ciekaw jestem, ile osób duet Kopacz – Arłukowicz wyprawił na tamten świat? Bo jak już wcześniej w którymś z felietonów napomknąłem, gdyby prawdziwą okazała się tefauenowska prawdomówność,w tym prawda o Polakach umierających z powodu kilku słów ministra Ziobry – destruktora rodzimej transplantologii, to dobrze byłoby też wiedzieć ile osób wyzionęło ducha z powodu niezrealizowanych recept? Pewnie, byli także i ci mniej honorowi, co mając do wyboru opłacić gaz, prąd i skromnie nabyć kilogram ziemniaków albo zaszaleć i wykupić lekarstwo, egoistycznie decydowali się na to drugie, umierając z głodu, chłodu i w ciemności. Ale byli też i ci honorowi, którzy woleli oddać ducha na astmę lub na serce, ale za to ze świadomością wyrównania rachunków ze światem, czyli posiadania czystych kont po stronie winien. Zwłaszcza wtedy, gdy lokal opłacali ze współmałżonkiem i z powodów li tylko altruistycznych nie zamierzali odchodzić grupowo…

        Dobry Boże, piszę te słowa i aż mi się łza w oku kręci z żalu, że dla TVN24 nie pracuję. Przecież takim tekstem to nie tylko motłoch, ale nawet doktora Garlickiego bym wzruszył, gdybym tylko wcześniej zaprogramował go uczuciowo odpowiednią kwotą.

        No ale  do rzeczy. Zatem jestem przekonany o słuszności tezy, iż taka statystyka obywatelom się należy. Jak się należy? Ano jak samolot prezydentowi, a ten z kolei jak psu zupa. Mam nadzieję, że teraz przekonałem wszystkich, bo siła argumentacji zapożyczona od inteligentnej inaczej dawnej poseł PiS, Elżbiety Jakubiak, niejednego zwaliła już z nóg.

        Wracając zatem po raz kolejny do tematu, zadajmy logiczne pytanie, czemu obywatele mieliby nie wiedzieć ilu chorych Kopacz z Arłukowiczem, bądź co bądź lekarze, wykończyli, stan zdrowia ilu z nich pogorszył się, a wreszcie ilu z tych ostatatnich trafiło do szpitala, obciążając dodatkowymi kosztami NFZ? Bo skoro hiobowe wieści w formie liczbowych danych dochodziły do nas w przypadku sprawy doktora G., to podobna statystyka powinna obowiązywać i teraz. I pewnie dlatego już dziś widzę oczyma wyobraźni redaktor Olejnik, która powoli ale konsekwentnie zagryzając ministra Grasia, zarzuca jemu, obecnej Marszałek, ministrowi taniego zdrowia i kusemu w pomyślunek premierowi hekatomby ofiar, złożone na politycznym ołtarzu cwaniactwa, małoduszności i zwykłej głupoty.

        Realne? Oczywiście, że nie, ale pomarzyć przecież można, zwłaszcza że marzenia wolne są od knowań polityków i politykowałów, a ponadto nie ma na nich pieczątek zbuntowanych lekarzy.

 

        No ale zaraz, przecież ja miałem opowiedzieć zupełnie inną historię. Hm, trudno, uznajmy więc, że była to rozwleczona nieco dygresja, a już tą właściwą refleksją podzielę się z Czytelnikami w kolejnym wpisie.